FANDOM


XL. Chancellor
Notatki podróżnego J.R. Kazallon

XLI.
Juliusz Verne
XLII.
Uwaga! Tekst wydano w 1876 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

8 stycznia. Całą noc czuwałem nad zwłokami, a p. Herbey modliła się za duszę umarłego.

Kiedy dzień już się ukazał ciało zupełnie ostygło. Spieszyłem się… tak jest śpieszyłem się wrzucić je w morze. Prosiłem Roberta Kurtis ażeby mi dopomógł spełnić ten smutny obowiązek. Zawinięte ciało, w resztki podartego ubrania, wrzuciemy w wodę z której z pewnością nie wypłynie z powodu straszliwego wychudnięcia.

Jak tylko zaczęło świtać, Robert Kurtis i ja przejrzeliśmy kieszenie zmarłego i zachowaliśmy różne drobiazgi które ten co przeżyje odda biednej matce, bacząc przy tem ażeby kto z załogi nie spostrzegł. Kiedy poprawiałem ubranie mające służyć za całun nieboszczykowi, mimowolnie wyrwał mi się okrzyk zgrozy.

'The Survivors of the Chancellor' by Édouard Riou 34

Brakowało prawej nogi, którą ktoś w nocy oberżnął. Któż mógł popełnić taką profanacyę! Widocznie podczas nocy, zmęczenie wzięło nademną górę, usnąłem i zbrodniarz skorzystał z tego.

Robert Kurtis spojrzał na około okropnym wzrokiem; na pokładzie jednak wszystko spokojne, ciszę przerywają tylko jęki zgłodniałych. Może nas szpiegują. Śpiesznie więc rzućmy szczątki w morze, ażeby uniknąć jeszcze okropniejszych scen. Zmówiwszy kilka modlitw, wrzuciliśmy trupa w morze, które natychmiast go pochłonęło.

– Do kroćset piorunów, tych rekinów to dobrze karmią! krzyknął za mną murzyn Jnxtrop. Bosman w tej chwili stanął obok mnie.

– Widziałeś pan, nogę mu odjęli, niegodziwce!

– Nogę… a tak!… Cóż robić? byli w prawie.

– Jakto w prawie!

– Mój panie, lepiej zjeść umarłego, jak żywego.

Nie wiedząc co odrzec na tę okrutną odpowiedź, uciekłem na tył statku.

Około jedenastej rano niesłychane szczęście nas spotkało. Bosman który w nocy zarzucił wędki, tym razem miał nadzwyczaj szczęśliwy połów. Wyciągnął trzy stokfisze, z których każdy miał po jakie pięć ćwierci łokcia długości.

Zaledwie zdążył wyciągnąć je na pokład, już majtkowie się na nie rzucili. Kapitan, Falsten i ja z trudnością ich powstrzymaliśmy, chcąc zaprowadzić w podziale porządek.

Trzy ryby na 14 osób to niewiele, każdy jednak dostał swoją cząstkę. Najwięcej z nas zjadło je na surowo, żywcem prawie. Kurtis, Andrzej i miss Herbey mieli cierpliwość zaczekać trochę. Zapalili ogień w kąciku tratwy i upiekli swoje porcyjki. Nie mogłem się zdobyć na podobną cierpliwość!

Pan Letourneur rzucił się jak wilk zgłodniały na swój kawałek ryby. Nie pojmuję jakim sposobem ten nieszczęśliwy człowiek wyżył dotąd, nie jedząc tak długo. Radość bosmana graniczy prawie z szaleństwem. Gdyby rybołóstwo podobnie udawało mu się dalej ocalelibyśmy od śmierci głodowej.

Zacząłem z nim gawędkę, zachęcając do nowych prób.

– Naturalnie, odpowiedział mi, zacznę, zacznę.

– Dla czegoż pan teraz nie chcesz zarzucić wędki?

– A teraz nie można, najlepiej w nocy, wielkie ryby najłatwiej się wtedy łapią, a muszę oszczędzać przynęty, tembardziej, że postąpiliśmy tak głupio, nie schowawszy ani kawałka ryby.

– Rzeczywiście jest to błąd nie do naprawiania.

– A jednak teraz udało się panu złapać kilka ryb bez przynęty?

– Owszem, miałem…

– I dobrą?

– Widać doskonała kiedy na nią ryby biorą.

– Czy panu jeszcze co zostało?

– Tak.

Skromny ten posiłek, przywrócił nam trochę sił a z niemi i nadzieję. Rozmawiamy wesoło o rybołóstwie bosmana i nikomu przez myśl nawet nie przejdzie, ażeby na drugi raz równie się powieść nie miało. Widocznie losy stały się dla nas łaskawsze.

W umysłach naszych nastąpił przewrót; możemy mówić o przeszłości. Myśl przestała być przykutą do teraźniejszej chwili lub okropnej przyszłości, która nam zagraża. Falsten, Kurtis, Letournerowie i ja, przypomnieliśmy sobie straconych towarzyszy, szczegóły pożaru, zatonięcie statku, Ham-Rock, okropne wieszanie się na masztach, burzę, i wszystkie te wypadki zdają się nam być bardzo odległemi.

Tak wszystko to minęło a my żyjemy jeszcze. Żyjemy! Jeżeli to się nazywa życiem! Z dwudziestu ośmiu pozostało nas 14 osób, a wkrótce może będzie 13.

– Zła liczba, rzekł Letourneur, czternastego nie prędko byśmy się doczekali.

W nocy z 8-go na 9-ty bosman, na tyle tratwy znów zarzucił wędki, i sam czuwał na niemi nie dowierzając nikomu.

Nad ranem przyszedłem do niego. Pałającemi oczami patrzał w głębinę wód, tak że mnie nie spostrzegł.

Wziąłem go lekko za ramię. Odwrócił się.

– I cóż bosmanie?

– Cóż przeklęte rekiny zjadły moję przynętę.

– A więcej już nie zostało nic?

– Nie, odrzekł, ściskając mię za rękę a czy wiesz pan czego to dowodzi? To dowodzi, że nigdy rzeczy w połowie robić nie należy.

Zatkałem mu ręką usta. Zrozumiałem!

Biedny Walter!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki