FANDOM



Don Ramiro • Wiersz • Heinrich Heine • przeł. Adam Mieleszko-Maliszkiewicz
Don Ramiro
Wiersz
Heinrich Heineprzeł. Adam Mieleszko-Maliszkiewicz


„Donna Klaro! Donna Klaro!
Więc po tylu latach cierpień
Dokonałaś mojej zguby,
Dokonałaś bez litości!
Donna Klaro! Donna Klaro! —
Słodkie wczasy pieszczot serca.
Lecz pod ziemią samotnemu
Straszno w ciemnym, zimnym grobie.
Donna Klaro!... Ciesz się! Jutro
W ślubnym wieńcu cię powita
Don Fernando u ołtarzy —
Czy zaprosisz mię na gody?"
„Don Ramiro!... Don Ramiro!
Twe wyrazy tchną goryczą
Okrutniejszą niż szyderstwo
Strasznej gwiazdy mych przeznaczeń!
Don Ramiro! Don Ramiro!
Stłum ponurej głos rozpaczy.
Pięknych dziewcząt w świecie dużo...
Nas rozdzielił wyrok boski!
Don Ramiro! jako w bitwach
Tyś z Maurami był zwycięzcą —
Tak przezwycięż teraz siebie.
Proszęć jutro na me gody."
„Donna Klaro! Donna Klaro!
Dobrze! spełnię. Dobrze! przyjdę.
W pierwszej parze rej zawiedziem.
Do widzenia! — Przyjdę jutro."
„Do widzenia!" Okno brzękło,
Lecz pod oknem jeszcze długo
Stał Ramiro jak głaz martwy,
Nim znikł w ciemnych głębiach nocy.
Noc też w końcu, po zapasach
Długich, dniowi ustąpiła.
Jak rzucony wieniec kwiatów
Spłonął cały gród Toledo.
Gmachy zamków i pałaców
Zapalały w blaskach słońca;
Z mgły tumanów szczyty świątyń
Złotolite powstawały.
Jak olbrzymi rój pszczół — górą
Dźwięki dzwonów poleciały;
Hymny święte i błagalne
Śpiewy płyną z świątyń Pańskich.
A tam — w głębi, na wprost rynku,
Od podwoi naw katedry
W gronie gości zawezwanych
Tłumną ciżbą lud się tłoczy.
Cni rycerze, świetne panie,
Zgraja dworzan w barwach lśniących...
Bił dzwon wielki zwolna, brzmieniem
Łącząc w chórze huk organów;
Dalej — ruchy poważnymi,
Śród natłoku widzów kroczą
Państwo młodzi w ślubnych szatach —
Donna Klara, don Fernando.
Do dziedzińców pałacowych
Tak dotarła fala ludu,
Gdzie igrzyska świetne starym
Obyczajem rozpoczęto.
Gry rycerskie i szał uczty
Przy kapeli i pucharach
Dopędziły głuchą północ,
Co nad ziemią kirem legła.
A do tańca biesiadnicy
Na godowe przeszli sale.
W morzu świateł rozpłonęły
Złotogłowia i klejnoty.
Na dwóch tronach w głębi — obok
Panna młoda i pan młody —
Donna Klara, don Fernando,
Wiodą słodkich słów szeptanie.
A po salach — rozochocon —
Tłum przepływa ludzką falą,
A huk kotłów ciska gromy,
Trąb gruchoty w takt wtórują.
„O królowo! kogo szukasz
Błądząc okiem niespokojnie
Wytężonym w sal szeregu?"
Pyta donny mąż z czułością.
„Czy nie widzisz, don Fernando,
Tej postaci w czarnym płaszczu?"
„To cień tylko" — odpowiada
Donnie Klarze mąż z czułością.
Lecz pomału cień się zbliża —
Zbliża postać w czarnym płaszczu
I Ramiro wita Klarę;
W piersi Klary krew zakrzepła.
I znów tańce rozpoczęto,
Tanecznicy się unoszą
Szalonymi kręgi walca;
Sal posadzka pęka, jęczy...
„Don Ramiro, dzięki!... Rada
Z tobą tańczę całym sercem;
Lecz w tym strasznym, czarnym płaszczu
Nie powinienś był przychodzić."
Zawracając, szklanym wzrokiem
Ciska rycerz na kochankę
I ponury głos dobywa:
„Zaprosiłaś! Przyjść musiałem."
I w porywach burzy tańca
Jak wichr w salach pędzą razem;
A huk kotłów ciska gromy,
Trąb gruchoty w takt wtórują.
„Twoje lica jak wosk blade!" —
Rzecze Klara drżąc w objęciach.
„Zaprosiłaś! Przyjść musiałem!" —
Dudni głuchy głos Ramira.
I mkną dalej kochankowie
Błyskawicą w ciżb rozgwarze;
A huk kotłów ciska gromy,
Trąb gruchoty w takt wtórują.
„Twoje ręce jak lód zimne!" —
Rzecze Klara dreszczem zdjęta.
„Zaprosiłaś! Przyjść musiałem!"
I rwie wściekłym tanem dalej.
„Zostaw! zostaw mię! Ramiro!
Trupi oddech czuć od ciebie!"
Lecz ponure brzmią znów słowa:
„Zaprosiłaś! Przyjść musiałem!"
Sal posadzka pęka, płonie.
Drga smyk basów, jęczą skrzypce;
Jak zaklętą siłą czarów
Sto par wkoło sal migoce.
„Zostaw! zostaw mię! Ramiro!" —
Wciąż go błaga głos mdlejący.
Głos Ramira wciąż powtarza:
„Zaprosiłaś! Przyjść musiałem!"
„A więc odejdź w imię Boga!" —
Zawołała z mocą Klara.
A na słowa te — zaledwie
Wyrzeczone — znikł Ramiro.
Jak trup bladą dreszcz śmiertelny
Przejął na skroś donnę Klarę;
I ust szkarłat, blaski oczu
Jasnych owiał kraj ciemności.
Ledwie niemoc sercem zmaga,
Ledwie powiek drżąc dotyka —
Lecz cień widma znów powraca,
Nocą błękit oczu kryjąc.
A gdy tańce rozpoczęto —
Nieruchoma, widzi... siedzi,
Jak siedziała, obok męża,
A mąż błaga z troskliwością:
„Czego usta twe tak zbladły?
Czego oczko twe tak zmierzchło?"
„A Ramiro?" — jękła Klara
I wraz strach jej język złamał.
Pierwszą, ciężką bruzdą wtedy
Spochmurniała skroń małżonka.
„Pani! Wspomnień nie dotykaj.
Don Ramiro umarł z rana."




Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki