FANDOM



Mój dom • Wiersz • Blantus
Mój dom
Wiersz
Blantus


Oto znów się wytoczył,
Jak zwierz dziki wyskoczył,
Z kniei wszechświata,
Gdzie słońce lata,
Buchnęły płomienie piekielne,
Powstały jamy bezdenne,
Zapadły ciemności,
Strach w sercu mym zagościł,
Dlaczego znowu u mnie te dziwy,
Dlaczego u mnie paranormalne zrywy?
Po raz kolejny mrok na pokojach,
Wyniszczonych w kosmicznych bojach,
Ogródek mój całkiem zdeptany,
Smoczym ogniem zalany,
Wychodzę na balkon i widzę rycerza,
Co z ognistym mieczem ku bestii zmierza!
Jednak podmuchem zwalony na wznak,
Ostatkiem sił tworzy magiczny znak,
Błysnęło, huknęło i jak pierdzielnęło!
Oto wykonał swe dzieło,
Przebity na wylot smok czarny,
Zmienił się w popiół marny,
Rozsypał cały po trawie,
Ja biernie przyglądam się tej zabawie.
Do kuchni zmierzam,
Po drodze wpadam na dziwnego zwierza,
Ten uwagi na mnie nie zwraca,
Co chwila się przewraca,
Patrzę i oczom nie wierzę,
Chyba się z nim na widelce zmierzę,
Chwytam broń w prawą dłoń,
Szczerzę zęby i krzyczę doń!
"Ej ty kudłaty, ty sierściuchu!
Zaraz będziesz miał sztućca w brzuchu!"
Jednak przypływ bohaterstwa odbiera mi
Sam wyżej wymieniony szczerząc kły,
Nie czekając odpowiedzi jego,
Uciekam do pokoju innego.
Już słyszę jak wilkołaki walczą z wampirami,
Uchylam się przed nadlatującymi widłami,
Chybiły celu - czyli mnie,
Jednak trafiły kogoś w... gdzieś.
Toż to Minotaur, wielki jak góra,
Ze stali podobno jest jego skóra,
A tu patrz co za afera,
Z tyłka mu sterczą widły, cholera!
W salonie na kanapie cztery krasnale,
Przy Mtv bawią się doskonale,
Bo od godziny rock na kanale,
Aż ze zdumienia w łeb się walę,
Grzmotnąłem głową w wampira,
Co znad kominka się wychylał,
Spadł mi na dywan - strasznie nabrudził,
Znów z odkurzaczem będę się trudził!
Co za balety - jaka impreza,
Za oknem troll chwycił sąsiada poloneza,
Zmykam do łazienki,
Bo w salonie mam garaż wielki.
Wielki idiota nie umie polską mechanizacją miotać.
Trafił jednak wampira i złamał go w pół,
Już trzaska w kuchni złamany stół.
W łazience cicho,
Słyszę pukanie -"Co za licho?"
A Licho wchodzi - "Cze jestem Zdzicho!"
"Na ja piernicze, co za numery!
Nie mogę w kiblu być sam do cholery!"
Drzwi z kopniaka bite lecą z zawiasów,
Nie zniosę więcej w domu hałasów,
"Już mi! Wynocha!
Nie będzie w domu rządziła wiocha!
Chcecie się bić, proszę was bardzo!"
Drę na nich mordę pozując hardo,
Zdziwienie wielkie mnie uderzyło,
Ot coś dziwnego się wydarzyło,
Wszyscy jak jeden w rzędzie stanęli,
I na mnie dziwne jakoś spojrzeli,
"Co się gapicie! Dług dziś spłacicie!
Wychodzę teraz, wrócę o świcie!
A jak zobaczę kurzu drobinkę,
To wam zrobię z *** ozdoby na choinkę!"
Wyszedłem z domu wprost do garażu,
Wilkołaki wystraszyły mnie od razu,
Lecz bardziej zdziwiły mnie w łapach ich grabie,
I to że pomagały zaczarowanej żabie
Sprzątać liście z ogródka mego,
Tego wcześniej wymienionego,
Ktoś zgasił miecz ognisty,
Suszył pranie oddechem smok inny - również ognisty,
Silnik zapalił w aucie od razu,
Wyjechał w asyście bazyliszka z garażu,
Zadziwił mnie gad ten wielce,
Założył ciemne okulary - hmm, nie wierzę!
Wyjechałem do kumpli w zaświaty,
A kiedy wróciłem do chaty,
Oczom nie mogłem uwierzyć,
Jak im się udało dom mój odświeżyć,
Stanęli wszyscy znów w rzędzie,
Przeprosili i powiedzieli, że więcej tego nie będzie,
Potem rozeszli się - rozlecieli,
A niektórzy po prostu gdzieś wsiąknęli,
Jeden tylko sam z rogami czerwony,
Strasznie już robotą znużony,
Zszywał porozrywane podłogi w pokoju,
Co popękały w piekielnym boju,
Szczeliny ogniem już nie zionęły,
Języki ogniste już nie płonęły.
Włączyłem wieże i Iron Maiden,
Może przy muzie ukojenie nerwów znajdę,
Bestia szycie skończyła,
Do słuchania się przyłączyła,
Poprosił mnie grzecznie o ulubiony utwór,
Zaczął w rytm muzyki po pokoju skakać stwór,
Zaraz potem znikł wśród siarki smrodu,
Pewnie ostrej muzy słuchał za młodu.
Jeszcze raz przed snem do salonu poszedłem,
Zaraz kiedy tylko wszedłem,
Dostrzegłem cztery postacie,
Wy już je pewnie znacie,
Bo krasnoludy dalej siedziały w pokoju,
Dalej słuchając muzyki po ciężkim znoju.
Teraz do nich się dosiadłem,
Poczęstowały mnie kramem - grzecznie zjadłem,
Zimne piwo i miła kompania,
Już zabawa była fajna,
Wyszli sporo po północy,
Ja siedziałem jeszcze długo w nocy,
Że kiedy wróci Ponury,
Nie uwierzy mi - powie: "Bzdury!"
Teraz jednak siedzę i myślę,
Czy ja śnię?..





Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki