Wikia

Ogród Petenery

Morfeusz

Dyskusja1
11 055stron na
tej wiki

Morfeusz • Wiersz • Paul Fort • przeł. Bronisława Ostrowska
Morfeusz
Wiersz
Paul Fortprzeł. Bronisława Ostrowska


Przez śpiewające lata pod złotą pogodą, pośród dzikiego ziela, traw, i zbóż, i kłosów, — nimfy i bogi polne tan po łanach wiodą, gonieni złotym rojeni rozwichrzonych włosów.
Z ramion bąki im brzęczą w ziół skąpane pyle, szyszkami zaczepiają burzanowe gąszcze, na nimf różanych piersiach żółte drżą motyle, a za lotnemi stopy wloką się chrabąszcze.
Na zboczu wzgórza, srebrnym od słonecznych żarów, z leśnych świątyń wychodzą ciemne oready. i dryady skroś świateł przesiane kaskady wślizgują nagie ciała w rozchwieje konarów.
Różą, głogiem, paprocią i mchami wieńczone, w dzikich objęciach faunów białe nimfy mdleją. O, podnieścież ramiona w powietrze zmącone: Eunice, Eglejo, Naïs, Galatejo!
Puść wodze twej zwinności pośród zbóż, o Phrixa'. Pan cię goni, — patrz, rogi na słońcu mu płoną: szelesty twej ucieczki pośród ziół, o Phrixa, niejedną obudziły w nim żądzę szaloną.
A ty schyl się, o Panie! smagły, lotny bogu, węsząc ślad pięknej stopy na chabrach rozłogu! Nie puść jej! zerwij całą piękność kwiatu hożą: zboża dla twej swawoli w kobiet się rozłożą.
Magle — ileż nimf jasnych pierzcha w nieboskłonie! ileż najad roztapia się w rosy perliwo. Idzie Morfeusz w szaty zawistnej osłonie: Dryady w gaj się skryły gromadką pierzchliwą.
Faunowie w górskich zboczach skryli się w parowie; rożki ich poznikały jak błędne ogniki. Morfeusz, bóg ciemności, szałem jutrzni dziki, — bieży, — czując pożarną pięść słońca na głowie.
Ciężko i wolno wdycha żarkie wonie lata, zatacza się Morfeusz, bożyc cichostopy, pjany jest ciepłym wiatrem, w wir się puszcza ślepy, odchylonem ramieniem zwój zasłon rozmiata.
Trawa wilgotnym cieniem jego ciało mota, — przeciągnął się i oczy zatapia w błękicie, lecz w głębię ócz mu wnika blask słońca w zenicie. — Padł — jego wodne oczy dymią z pod rzęs złota.
Morfeusz nie chce wierzyć ani ufać śmiele słońcu, gdzie głupie maki wirują i płoną: wznosi swoje gwiazdami ściekające łono... Lazur nieskończoności lśni na jego ciele.
Rychło też rudem runem przywabione pszczoły jego licom płonącym czynią łoże brzęku. Na brzuchu legły piejcie, o żył wzdętych pęku, — i ciężki oddech boga słyszę między zioły.
Swoim go rogiem łownym obudź nagle Dyano! Wysmukła, na ścieżynie leśnej zwołująca sfory chartów o barwie bladego miesiąca i płosząc z malin leśnych sarnę rozespaną.
Pysznym jest bóg Morfeusz taką letnią nocą! Morfeusz gdy powstaje na swem łożu zielnem i strząsa włosy, błękit pełniąc rojem pszczelnym, że gwiazdy w ulu niebios brzęczą i migocą.




Więcej od Wikii

Losowa wiki