FANDOM



Okrutny owad • Wiersz • Blantus
Okrutny owad
Wiersz
Blantus


Leżę nocą. Wręcz zasypiam.
Nagle chrobot. "Co to?" - pytam
siebie. Coś jest nie tak.
Wleciał mi przez balkon ptak?
Nie, to robal. Bzyka strasznie.
Wiem na pewno. Ktoś nie zaśnie.
Zrywam się więc z łóżka.
Wzdycham - tak wygodna ta poduszka.
Nim wygodnie się ułożę teraz
minią lata, jak już nieraz.
Włączam lampkę. Nic nie widać.
To musiało mi się wydać.
Lecz doprawdy. Wzrok nie myli.
Na dywanie? Tom się schylił.
Nic. Włączam światło pod sufitem.
Chyba spotkam się ze świtem
dziś. Robal znikł. Rozpłynął się jak dym na wietrze.
Wpływa przez balkon świeże powietrze.
Relaks. Pewnie już wyleciał. Wyłączam
światło. Kładę się i muzykę załączam.
Wtem znowu coś chrobocze i bzyczy.
Do już dowcip iście byczy.
Coś tam klnę. Mamroczę sobie. Wstaję.
Klnąc po drodze światło palę.
Jest! Na zasłonie siedzi bydle. Iście bycze.
Zaraz ja się z nim policzę.
Chwytam książkę. Oko błyska.
Tryumpf już bije z mego pyska.
Zerka na mnie on z ukosa.
Ni to motyl, ni to osa.
Widzę wredność w jego ruchach.
Siedzi no i czegoś słucha.
Biorę zamach i go grzmocę. Dostał.
Prosto w odwłok. Lecz gdzie odrzucony został!?
Patrzę w prawo, patrzę w lewo. Znikł. Przepadł!
Słyszę bzyk i robię unik. Ze strony pleców napadł.
Wyprowadzam książką kontrę. Trafiam w próżnię.
Szybki jest. W cieniu nie odróżnię
go od ściany.
Kręcę w koło się jak zalany.
Bzyczy z lewa. Bzyczy z prawa.
Lata w koło. Ot zabawa.
Znowu atak bestia czyni. Książką blok.
Trafił weń. Unik w bok.
Ponad głową mi przeleciał. Padam plackiem. Leżę
na dywanie. No nie wierzę.
Żeby jakiś bezkręgowiec zmusił mnie do desperacji.
Mnie, człowieka z dumnej nacji.
Tnie mnie z góry. Turlam się po mym pokoju.
On tnie ja zaś blokuję książką. Krew poleje się w tym boju.
Przewrót w tył i prosto stoję.
Z przodu pewnym. Lecz o plecy wciąż się boję.
Bzyczy. Skrobie. Atakuje!
Już go za plecami czuję.
Skaczę na łóżko.
Zasłaniam się poduszką.
Siada na przeciwko. Błyszczy głową szklanooką.
Coś chrobocze owadzią mordą szeroką.
To wyzwanie! Takie buty!
Więc nie jesteś tchórzem kuty.
"Stawaj Waść!" - doń przemawiam.
Teraz w szlachtę się zabawiam.
Co ja widzę, staje w chwilę.
Odwłok spina. Jad mi wbije.
W lewej ręce mam poduszkę. W prawej książkę. Cienką.
"Wyspę skarbów" do walki w sam raz. Lecz poduszkę ciut za miękką.
Skrzydła ruszył. Znak mi daje.
Ot do walki robal staje.
Skoczył pierwszy. Dziko bzycząc.
Krzycząc "Gore!" mógłbym przysiąc.
W szyję mierzył. Lecz nie trafił. Spadłem z łóżka.
Wyleciała mi poduszka.
Nawrót zrobił. Od sufitu w pełnym pędzie
ku mnie leci. To ostatni cios już będzie.
Wyczekuję go. Jest bliżej. Odwłok napiął pewny swego.
"Przeliczyłeś się kolego!"
Myślę sobie.
Zaraz ja przywalę tobie.
Biorę zamach i odbijam.
Lecz robala nie zabijam.
Ogłuszony gdzieś na półce siedzi.
Bzyknął. Ja zaś w odpowiedzi
książką cios zadaję mu i miażdżę. Przeżył.
Twardy jest. Nikt by nie uwierzył.
Raz więc jeszcze tnę go z boku.
Ginie!? Rozmazane pół odwłoku.
Spadł za szafę. Przepadł w końcu.
Leży w miejscu niedostępnym słońcu.
Nawet jeśli przeżył walkę, zginie.
Bo pająków sieci nie ominie.
Dumny i zmęczony srodze w sen odchodzę.





Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki