Fandom

Ogród Petenery

Pole (Liryka pieśni głębokiej, Lorca)

15 254strony na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja3 Udostępnij

Rozmowa z Amargo Pole • Utwór ze zbioru "Liryka pieśni głębokiej" • Rozdział XI • Federico García Lorca • przeł. Azahar Pieśń matki Amargo
Rozmowa z Amargo Pole
Utwór ze zbioru "Liryka pieśni głębokiej"
Rozdział XI
Federico García Lorcaprzeł. Azahar
Pieśń matki Amargo
Uwagi tłumacza: przekład z języka hiszpańskiego.

Pole

(tytuł oryginału - hiszp. "Campo")

Amargo.JPG

...


GŁOS:

Amargo.
Oleandry w moim patio.
Serce – migdał gorzki.
Amargo.


(Nadjeżdża trzech młodzieńców w szerokich sombrerach.)


MŁODZIENIEC 1: Późno dojedziemy.

MŁODZIENIEC 2: Noc nas ogarnia.

MŁODZIENIEC 1: A tamten?

MŁODZIENIEC 2: Z tyłu.

MŁODZIENIEC 1: (głośno) Amargo!

AMARGO: (z oddali) Idę!

MŁODZIENIEC 2: (krzycząc) Amargo!

AMARGO: (spokojnie) Idę!


(Pauza.)


MŁODZIENIEC 1: Jakież piękne gaje oliwne.

MŁODZIENIEC 2: Taaak.


(Dłuższa chwila ciszy.)


MŁODZIENIEC 1: Nie lubię jeździć po nocy.

MŁODZIENIEC 2: Ani ja.

MŁODZIENIEC 1: Noc stworzono, żeby spać.

MŁODZIENIEC 2: Prawda.

 
(Żaby i świerszcze tworzą placyk w stylu andaluzyjskim. Amargo idzie wziąwszy się pod boki.)


AMARGO: Ay yayayay. Śmierci pytałem. Ay yayayay.


(Krzyk jego pieśni kładzie akcent cyrkumfleksu nad sercem każdego, kto go usłyszał.)


MŁODZIENIEC 1: (Z bardzo daleka) Amargo!

MŁODZIENIEC 2: (Jego głos prawie się gubi) Amargooo!


(Cisza.)

(Amargo jest sam na środku drogi. Przymyka swe wielkie zielone oczy i mocniej ściska w pasie swój żakiet z flauszu. Dookoła wysokie góry. Srebrny zegarek w kieszeni Amargo dźwięczy mrokiem przy każdym jego stąpnięciu.)

(Nadjeżdża jeździec na galopującym koniu.)


JEŹDZIEC: (Wstrzymując konia) Dobry wieczór.

AMARGO: Z Bogiem.

JEŹDZIEC: Jedzie pan do Granady?

AMARGO: Do Granady.

JEŹDZIEC: No to jedziemy razem.

AMARGO: Na to wychodzi.

JEŹDZIEC: Dlaczego nie jedzie pan konno?

AMARGO: Bo nie bolą mnie nogi.

JEŹDZIEC: Jadę z Malagi.

AMARGO: Coż, dobrze.

JEŹDZIEC: Mam tam braci.

AMARGO: (Burkliwie) Ilu?

JEŹDZIEC: Trzech. Sprzedają noże. To rodzinny interes.

AMARGO: Niech im idzie na zdrowie.

JEŹDZIEC: Ze srebra i ze złota.

AMARGO: Nóż nie powinien być niczym innym jak nożem.

JEŹDZIEC: Myli się pan.

AMARGO: Dziękuję.

JEŹDZIEC: Noże ze złota same wchodzą w serce. Te ze srebra ścinają kark niczym źdźbło trawy.

AMARGO: Nie służą do dzielenia chleba?

JEŹDZIEC: Mężczyźni dzielą chleb rękoma.

AMARGO: Prawda!


(Koń się niepokoi.)


JEŹDZIEC: Co za koń!

AMARGO: Jest noc.


(Na wijącej się drodze faluje cień zwierzęcia.)


JEŹDZIEC: Chcesz nóż?

AMARGO: Nie.

JEŹDZIEC: Ejże, daję ci go w prezencie.

AMARGO: Ale ja go nie przyjmę.

JEŹDZIEC: Drugiej okazji mieć nie będziesz.

AMARGO: Któż to wie?

JEŹDZIEC: Inne noże się nie nadają. Inne noże są miękkie i boją się krwi. Te, które my sprzedajemy są zimne. Rozumiesz? Wchodzą szukając najgorętszego miejsca i tam się zatrzymują.


(Amargo milknie. Jego prawa dłoń sztywnieje jakby chwytała kawałek złota.)


JEŹDZIEC: Co za piękny nóż!

AMARGO: Drogi?

JEŹDZIEC: Ej, a tego nie chcesz?


(Wyciąga zloty nóż. Jego ostrze lśni jak płomień kaganka.)


AMARGO: Mówiłem, że nie.

JEŹDZIEC: Chłopcze, wsiądźże ze mną.

AMARGO: Jeszcze się nie zmęczyłem.


(Koń znowu się przestraszył.)


JEŹDZIEC: (Ściągając wodze.) Ech, co za koń!

AMARGO: Jest ciemno.

JEŹDZIEC: Jak już ci mówiłem, w Maladze mam trzech braci. Ależ oni sprzedają noże! W katedrze kupiono ich dwa tysiące, żeby ozdobić wszystkie ołtarze i zrobić z nich koronę na szczyt wieży. Wiele łodzi wypisało na nich swą nazwę. Najskromniejsi rybacy z wybrzeża nocą świecą sobie blaskiem jaki posyła ich ostrze.

AMARGO: Cudo!

JEŹDZIEC: Ha, któż mógłby zaprzeczyć?


(Noc gęstnieje niczym stuletnie wino. Tłusty wąż Południa otwiera swe ślepia o świcie. Ci, którzy śpią, ogarnięci są nagłym pragnieniem by rzucić się z balkonu ku przewrotnej magii zapachu i dali.)


AMARGO: Zdaje się, ze zgubiliśmy drogę.

JEŹDZIEC: (Wstrzymując konia.) Tak?

AMARGO: Rozmawiając zgubiliśmy drogę.

JEŹDZIEC: A tam, to nie są światła Granady?

AMARGO: Nie wiem.

JEŹDZIEC: Świat jest bardzo wielki.

AMARGO: Jakby był niezamieszkany...

JEŹDZIEC: Ty to powiedziałeś!

AMARGO: Ogarnia mnie rozpacz, ay yayayay.

JEŹDZIEC: Bo dojeżdżasz. Co tam będziesz robił?

AMARGO: Co będę robił?

JEŹDZIEC: Jeżeli jesteś u siebie, po co chcesz tam być?

AMARGO: Po co?

JEŹDZIEC: Ja jeżdżę na tym koniu i sprzedaję noże. Ale gdybym tego nie robił, cóż by się stało?

AMARGO: Cóż by się stało?


(Pauza.)


JEŹDZIEC: Dojeżdżamy do Granady.

AMARGO: To możliwe?

JEŹDZIEC: Zobacz, światła na tarasach.

AMARGO: Tak, pewnie tak.

JEŹDZIEC: Teraz nie odmówisz. Pojedziemy razem.

AMARGO: Poczekaj chwilę.

JEŹDZIEC: Dalejże, wsiadaj. Szybko. Musimy dojechać przed świtem... No, i bierz nóż. Daję ci go w prezencie!

AMARGO: Ay yayayay!


(Jeździec pomaga Amargo wsiąść. Ruszają drogą do Granady. Góry w tle pokrywają się cykutą i pokrzywami.)


Przypisek tłumacza:

Tłumaczenie jest oparte na tekście, który możesz znaleźć tutaj.




Zobacz też ten tekst w innych językach:

  • Campo (oryginał w języku hiszpańskim)

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki