FANDOM


Każdy biedny, nieszczęśliwy uniósł z przygód życia wspomnienia jakichś chwil bardzo pamiętnych, w których nieszczęścia, przeróżne klęski głównie i z całą siłą nań się waliły – nie mogło już być gorzej. Taki był rozbitkiem na morzu, a żyje; ogarniały go zewsząd płomienie pożaru, a nie zwęgliły – i uszedł; ziemia się pod nim zapadała, a nie pochłonęła go – i ocalał; pioruny waliły wokoło, a on stoi, żyje. O tych czarnych godzinach życia, o tym swoim „roku strasznym” może człowiek zawsze powiedzieć - „Prócz śmierci, ciężkich chwil konania, już mię na padole płaczu nic gorszego nie spotka!” Kto biedę taką przeżył, spotyka już potem przeciwności spokojniej, a zawody dolegliwe mniej go bolą.

Na gracza – i przy największym szczęściu osobistym – nie wychodzi się tanim kosztem. Nasz szarak bezuchy miał także swój rok straszny; a przeżył już był całe trzy lata w Morzelanach.

Pierwszego września Węglicki z chartami znowu na morzelańskich polach! On zawsze znienacka wpada na cudze grunta, poszczuje i umyka. Nazywają go tu wypłoszem, bo, co prawda – nie robi zającom wielkiej krzywdy: straszy i płoszy tylko. A bezuchy ma także szczęście do tego charciarza: i dziś oto czarne charty wzięły go w obroty – jazda!

Przyparty przez psy, jeźdźca, rzucił się rozpaczliwie w szeroki i głęboki kanał morzelański, przepłynął, a charty – także za nim, sapiąc, dysząc z wściekłości. Zmokły, wylękły, nie zdołał się nawet otrząsnąć z wody i gnał, wyskakując w gwałtownych susach ponad drobne chrusty, pędził ku ogrodowi dworskiemu.

Był ten kierunek zająca bardzo nie na rękę Węglickiemu, na którego dawno już czyhał rządca, dając się słyszeć - „Włosy mi na dłoni wyrosną, jeżeli tego wypłosza nie nauczę stronić od Morzelan”.

Dzisiaj, jak raz, pan rządca spostrzegł spod stodół czarne charty pędzące w okolicę dworu i huknął basem na chłopów: - „Chłopcy, dalejże! Trzy ruble płacę za żywego czy zabitego charta!”.

Więc któryś parobek wyprzągł co tchu konia z wozu, pochwycił żelazne widły; jakiś inny zrobił toż samo, a pozostali porwali się do drągów i piechotą ruszyli na wyprawę.

Powstały hałasy, krzyki niezmierne, jazda i piechota uderzyła zawzięcie na charty, a każdy miał przed oczyma przyobiecanych sześć rubli i przeto zapalał się męstwem.

Węglicki – w nogi. Przecież ci chłopi gotowi byli zabrać się do niego, zbić go, a może nawet – zabić. Cóż to znaczy dla chamów?

Psom ucieczka poszła znacznie lepiej niż pogoń za szarakiem. Wyprawa chłopska nie miała wprawdzie powodzenia, a jednak pan rządca wspaniałomyślnie rzucił chłopom rubla na gorzałkę i przy tym uroczyście obwieścił - „Ktokolwiek spostrzeże w Morzelanach tego pędziwiatra, ma prawo zabrać mu konia, a psy pozabijać! Słowo honoru, dziesięć rubli nagrody za to wypłacę!”.

Tymczasem szarak staplany, przestraszony dostał się szczęśliwie do ogrodu i spod krzaka maliny kotłował, baczył, czy owe wrzaski chłopstwa stosują się aby nie do niego.

Jednocześnie owiewały go prześliczne zapachy selerów i nade wszystko ulubionej pietruszki. Strach strachem, apetyt apetytem. Zachowywał on jednak środki ostrożności, pomny, że gdzie jest zbyt dobrze, tam nie może być zbyt bezpiecznie. Byłby się nawet wycofał z tego raju, ale jak?... Wpadł tutaj w nadzwyczajnym strachu i na śmierć zapomniał, z której strony przyszedł.

Nastusia, dziewka dworska, szła przez ogród, a widząc zwierzę bez uszu, podobne do zająca, pobiegła zaraz do kuchni i opowiada - „Zając, nie-zając, dziwo jakieś siedzi w pietruszce!”.

Pan Filip, kucharz, porwał strzelbę, przyzwał do nogi Bekasa i kazał się dziewce prowadzić, a za nim pobiegła wszystka czeladź kuchenna i żądna nowości, spotykana po drodze rzesza.

Szarak coś przewąchał czy przeczuł; bo kiedy orszak myśliwski, dech powstrzymując, wchodził w pietruszkę, on już wtedy w sad pomykał. Kucharz powierzył teraz Bekasowi dzieło wyszukania zbiega, a jednocześnie zagroził dziewce - „Niech no tu nie będzie zająca!... Dam ja ci, małpo! Zwódź sobie takich, jakieś sama!”.

Widać to było od razu, że szarak z pietruszki drapnął i wyżeł natychmiast stan rzeczy zwęszył, gdyż popędził w cebulę; z cebuli pognał w sałatę, z sałaty wyniósł się do sadu i już biegł cwałem z gorącym pośpiechem psa, który prawie widzi nosem zająca przed sobą. Nareszcie Bekas zachwycił okiem i zmykającego po ścieżce szaraka, a z piersi wyżła wyrwał się teraz okrzyk niecierpliwego zapału myśliwskiego.

Posłyszany psi głos dodał nogom szaraka ogromnego bodźca. Kot gnał z górki na złamanie karku, a tak się rozpędził, że chociaż spostrzegł idącą naprzeciw ogrodniczkę, nie zdołał już ani w bok skoczyć, ani przystanąć. Z szybkością wartkiej strzały wpadł pod nogi kobiety, przewrócił ją na wznak i pomknął dalej.

Ogrodniczka zaledwie wydała okrzyk: „ach!”, kiedy nadbiegł Bekas, z niezrównanym zapałem przeskoczył przez kobietę leżącą na jego drodze i popędził za szarakiem.

Po chwilce zjawił się tu kucharz cały w płomieniach – strzelba z odwiedzionymi kurkami – i stropił się, widząc na ścieżce parę nóg niewieścich, w trzewikach, pończochach, a powyżej – nieco obnażonych.

Dopieroż ogrodniczka zrywa się na nogi i purpurowa cała, z roziskrzonymi oczyma, wykrzykuje:

- „Cóż to-to-to za gwałty wyrabiacie sobie po ogrodzie? Jak to psy napadają tu na ludzi spokojnych?... Polowania takie, hece różne!... Ho, ho, ho, widzicie go! A garnków, rondli, flaków pilnować!”

Mówiąc to, zdradziła coś jakby gotowość poparcia czynem słów swoich. Pan Filip poszedł też za przykładem zająca i Bekasa: zręcznie ominął srodze rozzłoszczoną niewiastę i pośpieszył za wyżłem, a potok obelg sypał się za nim nieustannie.

Jest w morzelańskim sadzie, już przy parkanie, stary drewniany domek, skład wszelkich nasienników, zawsze na kłódkę zamknięty. Wróble podczas zimy przez dziury w dachu na noclegi tam się chronią, a kuny, tchórze i koty polują na nie tutaj. Kiedy szarak do tego domku dotarł, miał już Bekasa na karku, a mało czasu do namysłu i niewiele środków ratunku do wyboru. Spojrzał, zobaczył jamę pod ścianą, uderzył w nią, wcisnął się i w okamgnieniu był wewnątrz, w czterech ścianach, naokoło których słyszał teraz gwary ludzi i niecierpliwe skowyty wyżła nadaremnie usiłującego wleźć w jamę.

Teraz nasz szarak musiał być prawdziwie zającem podszyty, widząc swe położenie bez wyjścia; a jednak błysła nieszczęśliwemu gwiazda nadziei...

Kucharz i z nim czereda służby przybiegają pod domek, gdzie Bekas trzyma nos na jamie, przednimi zaś łapami namiętnie rozkopuje ziemię, przy tym ciągle niucha. Pan Filip namyślał się przez krótką chwilę i zawołał z miną człowieka, który zrobił wielkie odkrycie - „Mamy go!”. - Z tymi słowy ukazał palcem domek i czym prędzej pochwycił jakąś tykę, zaczął nią obmacywać jamę. Wnet się przekonał, że jama miała ujście w domku i znowu radośnie obwieścił kucharzowi - „Będziesz nasz!”.

Na wszystkich twarzach malowało się niezmierne zadowolenie. Chodziło teraz o to jedynie, aby się dostać wewnątrz domku. Ale drzwi tego domku były zamknięte na kłódkę, a klucz w rękach ogrodnika, z którym stosunki przyjazne – jak kucharz słusznie mniemał – pewnie się już nadwerężyły z powodu przykrego przypadku ogrodniczki. Co tu robić? Naraz jednemu z kuchcików przyszła do głowy myśl bardzo szczęśliwa - „Wyrwać skobel, zabrać zająca, a potem znowu wbić całe to zamykadło!”.

Podczas gdy niecierpliwsi zaglądali przez szpary i przysięgali, że widzą szaraka, inni, ludzie czynu, podważyli patykiem skobel i drzwi się rozwarły. Zachowując środki ostrożności, kucharz wszedł do składu nasienników, a tłum z bijącym sercem w milczeniu oczekiwał dalszego przebiegu wypadków.

Kucharz uchylił drzwi i tajemniczym skinieniem przyzwał trzech chłopaków z czeladzi, aby mu pomogli szukać zająca, który widocznie ukrył się gdzieś w kupach łodyg roślin nasiennych. Powołani z namaszczeniem zabrali się do dzieła, zmieszali, przewrócili w nieładzie nasienniki, starannie podług gatunków poukładane, i nie znaleźli upragnionego zająca. Gdzież on się podział? Rzecz dziwna, prawie cudowna!...

Właśnie pan Filip zaczął tę sprawę rozumem ważyć, rozbierać, kiedy pod drzwiami domku zjawiła się ogrodniczka w towarzystwie męża i trzech jego pomocników uzbrojonych w rydle.

- A to co znowu? - krzyknął ogrodnik, otwarł drzwi gwałtownie, straszliwym wzrokiem zmierzył zbladłego ze strachu kucharza, a plądrujących chłopaków za uszy brał i za drzwi wyrzucał.

- Psia-cię-mać, łajdaki, nicponie, zamki mi tu będziecie odbijali?... A wara od ogrodu!

On jeszcze nie skończył, kiedy ogrodniczka już głos podniosła i zaczęła kucharzowi maścić, wycierać kapitułę, że aż uszy bolały słuchać. Przyskakiwała do niego, zaglądała mu w oczy, podobno wyraźnie w twarz plunęła.

Widział pan Filip, że już pierzchła cała rzesza, która z nim przyszła ścigać zająca, przeto osamotniony nie chciał się narażać na niechybnie jak najgorsze skutki stawiania oporu i w milczeniu wykonywał bardzo zręczny odwrót. Dopiero kiedy się już znalazł pod kuchnią, wzniósł w górę prawicę i pogroził nią ogrodniczce, co miało znaczyć, że kuchnia wypowiada wojnę ogrodowi.

Pan Filip powrócił wściekły z tego polowania.

Ale cóż się stało z zającem?

Gwiazdką nadziei, która błysnęła więźniowi w czterech ścianach domku, było okienko niewielkie, rzucające mdłe światło na kupy nasienników. Rośliny, zwierzęta, ludzie ku słońcu się garną. Niepokojony przez wrzawę oblegających, wylazł na piramidę nasiennych łodyg, wyjrzał na świat okienkiem, zobaczył pola, łąki, lasy i już wiedział, co zrobić. Jakie to szczęście dla prześladowanych, że istnieją różne mysie jamy, okienka! Trzeba było wielkiego zacietrzewienia ze strony kucharza i jego pomocników, że nie pojęli od razu zniknięcia szaraka.

Bezuchy pozyskał sławę czarownika i dziewki w kuchni często opowiadały sobie o nim bajki... Pan Kacper, szafarz, drwił potem z kucharza - „Na zająca – jedyny sposób posypać mu soli na ogon!”. Takie przykrości odbijał kucharz na dziewce, która mu była przyniosła wiadomość o zającu w pietruszce - „Małpo jakaś, ty pomyj i psów pilnuj, nie zajęcy!”.

Oto mamy parę kartek, wyrwanych z dziejów strasznego roku w życiu szaraka, a nie na tym koniec.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.